Gdzie ja żyję…


ilustr. Nacho/ wykorzystano fot. Radia Lublin

Elena Pawłowa, rosyjska specjalistka Międzynarodowej Akademii Nauk Ekologicznych miała wykłady na lubelskim UMCS.

Z Lublina miała jechać do Warszawy, więc – wraz z opiekującym się nią doktorantem – udała się na miejsce, skąd odjeżdżają do stolicy busy firmy Contbus.

Tam nie chciano jej wpuścić do tego „ekskluzywnego” pojazdu, bo – zdaniem kierowcy – budziła odrazę.

Wstydzę się już na samą myśl, co o sprawie pisał protestujący doktorant. Udowadniał on, że starsza kobieta była czysto, schludnie, choć niemodnie ubrana. Mam lekkie mdłości na samą myśl, jak ta przepychanka na przystanku mogła wyglądać.

To już nie wstyd za Polskę, to coś gorszego. Nie przychodzą mi do głowy odpowiednie słowa, ale z łatwością wyobrażam sobie taką sytuację ileś lat temu w RPA albo w 1938 roku w berlińskim tramwaju.

Co ja mogę zrobić? Nazwy „Contbus” postaram się nie zapomnieć – nigdy nie skorzystam z ich usług i namawiam innych, by postąpili podobnie.


źródło: artykuł Magdaleny Bożko w Dzienniku Wschodnim

Advertisements

7 thoughts on “Gdzie ja żyję…

  1. Mieszkałam z Panią doktor w jednej bursie i z całym szacunkiem – jest miła, ale ma co najmniej „specyficzne” podejście do kwestii porządku i higieny.
    Do momentu naszej pierwszej sąsiedzkiej rozmowy byłam przekonana że kobieta ma trochę nierówno pod sufitem. Jakież było moje zdziwienie gdy powiedziała mi kim jest i czym się zajmuje.
    Kierowcy Contbusa święci nie są – (raz skorzystałam z usług tej firmy i podziękowałam) ale nie dziwie się, że mogli mieć mieszane odczucia spotykając tą Panią.

    • Przyjmuję do wiadomości, że sprawa nie jest do końca jednoznaczna. Więcej chyba sam nie jestem w stanie wyjaśnić. Pozdrowienia
      Nacho

  2. To jednak musi być wyjątkowa firma, skoro jej klienci gotowi są jej bronić do upadłego. Naprawdę muszą tam na nich czekać jakieś nadzwyczajne atrakcje. Jest mi obojętne, czy sprawa dotyczy PKS, PKP, „x-busa” czy czegoś pod inną nazwą. Ja przynajmniej nie mam z nimi żadnych powiązań prywatnych czy zawodowych. W przypadku pani Agnieszki aż się prosi o wątpliwości. Z reguły rzecznicy prasowi firm żądają właśnie „rzetelnego badania subiektywnych przypadków”. Ja nie jestem ani dziennikarzem, ani detektywem. Jeśli w gazecie coś było nieprawdziwe, niech firma się broni, zaprzecza, podaje swoją wersję wydarzeń. I tyle w tej sprawie. A szczęśliwych podróży życzę naprawdę.

    • CONTBUS – przewoźnik idealny

      Jednak jeszcze małe postscriptum. Oto fragmenty tekstu z Gazety Wyborczej (ze stycznia tego roku):

      – Mamy pokaźną dokumentację dotyczącą łamania przepisów przez Contbus i zatrudnianych przez nią kierowców. Chodzi przede wszystkim o wielokrotne narażenie bezpieczeństwa pasażerów, bo kierowcy notorycznie jeździli za szybko – dodaje. – To właściciel firmy odpowiada za organizację pracy swoich podwładnych i ponosi też odpowiedzialność za inne uchybienia. Kierowcy Contbusa pracują znacznie dłużej niż pozwalają na to przepisy, co też zagraża podróżnym.

      – Pan Olszak (właściciel firmy – przyp. Nacho)nie odbierał od nas jakiekolwiek korespondencji, przez co uniemożliwiał szybkie zakończenie kontroli i ewentualne ukaranie go za naruszenia przepisów. Ponadto naszych inspektorów dwukrotnie nie wpuszczono do siedziby firmy. Wszystkie kary, jakie zostały nałożone na Contbus, musiał egzekwować komornik – relacjonuje Mitręga.

  3. Tak się składa, że jeżdżę z firmą Contbus regularnie od trzech lat. Widziałam już naprawdę wiele podróżujących, osoby w podeszłym wieku, matki z małymi dziećmi na rękach, ludzi niepełnosprawnych, ale widziałam również awanturników, którzy dyskutowali z kierowcą i ich podróż skończyła się prawie na najbliższej stacji, ponieważ stwarzali zagrożenie dla pasażerów. Przez te trzy lata spotkałam uprzejmych kierowców tej firmy, ale zdarzył się również pan, który mówiąc wprost nie nadawał się do pracy z klientem, bo odstraszał swoim chamstwem.
    Przez kilka lat obserwacji wiem, że kierowcy Conbusa, firmy prywatnej nastawionej na zysk, a nie na rasizm, czy też uprzedzenia kulturowe, nie biorą trzech grup pasażerów: pijaków, śmierdzieli i awanturników lub ich wybuchowych mieszanek (śmierdzący pijak, pijany awanturnik itp.:))
    Z całym szacunkiem, ale poznając tylko jedną stronę tej przedziwnej opowieści trzeba być ograniczonym, wyrabiając sobie zdanie o tej firmie. A ta Pani, może być doktorem, profesorem, albo otrzymać pokojową nagrodę Nobla, ale jeśli zalicza się do którejś z wymienionych wyżej grup, to ja z nią zwyczajnie nie chcę spędzić 3 godzin w podróży. Niech sobie Pan poczyta więcej o tej Pani, a może się okazać, że nie chodziło o narodowość, czy też schludny, aczkolwiek ekstrawagancki strój, jak zapewniał ów doktorant. Miłej lektury życzę.
    Ten tekst można opisać tylko jednym słowem, żenada.

    • To na pewno firma wyjątkowa, uczciwa, przyjazna klientowi, kulturalna, niezawodna, dbająca o czystość, poziom moralny kierowców itd. Widocznie ktoś przez przypadek napisał do Dziennika Wschodniego, przez przypadek podpisał się pod listem, gazeta przez przypadek to opublikowała, a przewoźnik przez przypadek nie odpowiedział na zarzuty… Miłej podróży…

      • To, że przez przypadek ktoś odstaje od normy, nie daje mu przyzwolenia na dyskryminowanie pozostałych 16 pasażerów, którzy chcą spokojnie i bezpiecznie dojechać do celu. Jeśli chodzi o wyjątkowość tej firmy to cóż, mogę powiedzieć, że na chwilę obecną na trasie Lublin – Warszawa jest najlepsza. Oczywiście, zawsze można wybrać podróż z PKP, której to ogromny billboard rozwieszony na Dworcu Centralnym „PKP ważne, że jadę!” jest odzwierciedleniem dwukrotnie wyższej ceny za bilet, przy braku klimatyzacji oraz miejsca siedzącego. Są również mniejsze firmy, które kursują 2-4 razy dziennie, a ich busy często są przestarzałe i brudne. Tak więc dziękuję za życzenia w sprawie mojej podróży, ostatnia była bardzo udana :). Natomiast ze swojej strony szczerze życzę szerszego spojrzenia na świat oraz rzetelnego badania subiektywnych przypadków… również tych z regionalnych gazet….

Możliwość komentowania jest wyłączona.