Pawlak: siła flegmatyzmu


Pawlak lubi nowe technologie – obywatelom proponuje przejazd drezyną. Czuje wtedy chyba zapach pól i pastwisk… (ilustr. Nacho z wykorzyst. trakrat.com)

Niby do studia przychodzi ze swoim I-Padem czy innym „aj”, niby lubi mówić o wyzwaniach technologii, sile rozwagi i spokoju, ale jest tak siermiężny i nienowoczesny, jak jego strona internetowa.

Waldemar Pawlak to jeden z najnudniejszych, a zarazem najlepiej ustawionych polskich polityków. Zdanie na jakikolwiek temat ma zawsze takie, by nie zamknęło ono drogi do rozmów z tymi, którzy kiedyś mogą mu się przydać. Zaleta czy cwaniactwo? Chłopski rozum czy przebiegła kalkulacja?


Cokolwiek byśmy nie powiedzieli, nie można mu odmówić skuteczności. W sumie jest u władzy ponad 6 lat (jako premier i wicepremier), w sejmie od zawsze. Czy ktoś może mu się równać?


Pasował SLD, pasuje Platformie, wzajemne umizgi wymienia z PiS. Wszyscy znają się na arytmetyce – ma tyle procent ile trzeba, by go nie ignorować. Równocześnie wszyscy lekko się na niego krzywią, bo bez Pawlaka byłoby lżej i łatwiej.


O ile teoretycznie można byłoby przyjąć tezę, że w sumie dobrze jest mieć kogoś, kto hamuje zapędy ludzi władzy, to w tym wypadku byłaby to naiwność. Pawlak i całe PSL mają w Polsce doskonale zorganizowane struktury, wiedzą jak swoimi obstawić co lepsze urzędy. On sam, by zachować stan posiadania, musi przede wszystkim lawirować.


Lepiej więc, gdy wygłosi pogadankę niż gdy zaproponuje jakąś zmianę. Dla Pawlaka zmiany są bowiem obrzydliwe i frustrujące. Gdy PSL przedstawi jakiś pomysł, budzi on zakłopotanie lub politowanie (że wspomnijmy urzędującą panią minister pracy), ale sprawa szybko wygasa. PSL jeszcze się przyda, więc zgnojenie autora nie wchodzi w grę.


Pawlak błyskawicznie odnajduje się, gdy rząd Tuska odnosi sukcesy. Nie zapomnijcie, że to koalicja, a nie rząd Platformy! Gdy trwa zła passa, Pawlak znika zupełnie lub pojawia się niedwuznacznie sugerując, że on nie ma z tym wszystkim nic wspólnego i gdyby on decydował, świat byłby cacy.


Prawdziwe miejsce Pawlaka na naszej scenie politycznej jest pośród tych, którzy powinni mieć ksywkę „Tempomat”.

Żadnych gwałtownych reform gospodarczych, żadnych gwałtowniejszych ruchów w sferze obyczajowości, żadnego przyspieszenia… Dodajmy i banał: żadnych rewolucji w KRUS, czyli w zrównywaniu statusu podatkowego mieszkających na wsi i w mieście.


Mówić o rakietach można, ale niekoniecznie trzeba chcieć do nich wsiadać. Ja bym nie wsiadł, tyle że nikt ode mnie tego nie oczekuje. Jeśli chcecie widzieć Waldemara Pawlaka przez kolejne lata, słuchać głosu, przypominającego ten z syntetyzatora mowy, jeśli chcecie zabrać się z nim drezyną (nawet w towarzystwie Tuska*), głosujcie na PSL…

*wyborem Donalda Tuska jest, z kim zawiera koalicję. I znając ten wybór – głosując na Platformę, głosujesz na przejazd drezyną z Pawlakiem…

Reklamy