O brytyjska królowo Polski!


fot. Maciej Szczepańczyk/Wikipedia/Time/Nacho: Mogłoby być tak przyjemnie...

Mój tato na przemian płacze i się śmieje. Wybaczmy starszemu człowiekowi. Sprzedawczyni ze spożywczego wychodzi na ulice i zagaduje sąsiadkę z gospodarstwa domowego: „Jak bedziemy oglądały? Może zamknąc na ten czas?”

Podekscytowana moderatorka z telewizji zastanawia się czy kwiaty w rękach panny młodej są bardziej polne czy szklarniowe. I że wszyscy są śliczni tacy.

Wszędzie transmisje „live”, w internetowym serwisie popularnego radia „relacja: minuta po minucie”.

Pierwsze strony gazet – a jakże – książę i dziewczę z ludu.

Polska. 29 kwietnia 2011, koło południa.

Nieodparta chęć posiadania przez Polaków królowej, króla i całego zastępu książątek i księżniczek przerasta wielokrotnie podobne zapędy w innych krajach.

Z błogostanem w oczach, bylibyśmy takimi wiernymi poddanymi. Kłaniali byśmy się nisko i z wdziękiem, wyraźniej wymawiali „ą” i „ę”. Machalibyśmy chorągiewkami, gdyby po naszej dziurawej drodze przemknęła kareta. „Fakt” i „Super Express” zajęłyby się czymś pożytecznym. W domach, na honorowych miejscach stanęłyby fluorescencyjne figurki królewskiej pary. Zaraz obok podobnych Jezusków i Maryjek.

Tryb przypuszczający jest tu nawet na wyrost. Wszak my już wielbimy naszą jedyną brytyjską królową, a jej syna, zmarłą i świętą Dianę, ślicznych wnuków i Kasię „Prosto Z Ludu” jeszcze bardziej.

Tron królewski stoi pusty i zamiast go odkurzać, chcemy wykorzystać go z pożytkiem. Wszak to nie zasiądą na nim zwyczajne „cztery litery”. Miałyby lepsze pochodzenie i być może kształt.

Nostalgia i tęsknota za damami i prawdziwymi „panami” nie jest czymś wstydliwym. Może byłoby nam z nimi lepiej i kulturalniej. Warto więc poprawić naszą konstytucję zgodnie z wolą i oczekiwaniami ludu pracującego i niepracującego miast i wsi. Dwór królewski mamy już na starcie. W Londynie.