Zabrać Wikińskiego z frontu


fot. Sejm RP/modyf. Nacho - poseł Marek Wikinski

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Sojusz Lewicy Demokratycznej, z uporem godnym lepszej sprawy, lansuje posła Marka Wikińskiego.

Ja się na tego pana nie uwziąłem, ale z jego udziałem szanse na istotne zwiększenie popularności SLD wydają się wątpliwe.

Już raz błyskotliwie zadudnił na temat czczenia ofiar katastrofy smoleńskiej. Zmuszony byłem napisać, bo wypowiedź godna była działacza PiS.

Teraz to kojarzone z Radomiem i Sochaczewem nazwisko pojawiło się kolejny raz przy okazji akcji czysto hipotetycznego i skazanego na porażkę usuwania ministrów z rządu Tuska.

Znowu ściśnięte usta, kompilacja trzeciorzędnych argumentów i mało finezyjny atak na ministra Rostowskiego. Ten ostatni zasługuje na krytykę, ale niekoniecznie na odwołanie. Jeśli już, to trzeba zaprezentować coś lepszego i mądrzejszego. W tym pan Wikiński jednak nie celuje.

Ta twarz SLD wcale mi się nie podoba. Napieralski twierdził, ze chce być opozycją rzeczową i konstruktywną. Ja bym dodał, że także przyjazną nam wszystkim. On sam się ciągle uśmiecha, ale z pudełka wypuszcza jednak posępnego i zawsze urażonego Wikińskiego.

Jakiż ten Sojusz biedny i ubogi! Czyż naprawdę partia z takim zapleczem musi ciągle bazować na trzech, czterech nazwiskach, w tym na jednym, które psuje nawet tę skromną talię kart…

Moje odczucia nie są chyba odosobnione. Jak czytam notkę biograficzną, to zbyt wielu sukcesów u pana Marka nie zauważam…

Ludzie mają dobry instynkt. Za Wikińskim w ogień nie pójdą. Obawiam się, że zagłosować będą woleli na kogoś innego.

Advertisements