Magia niebieskiego długopisu


Czasem słyszę, że władze najłatwiej jest krytykować. Że, jak się jest takim mądrym, to trzeba samemu coś zaproponować. Że narzekanie niczego nie wnosi.

Wszystkie te pozornie rozsądne sugestie każą mi się domyślać, że przedstawiciele władzy szli po nią w stanie zahipnotyzowania jej urokami. Chcieli ją mieć dla samego faktu posiadania. Nie mieli wcześniej żadnych pomysłów do zrealizowania.

Druga myśl jest taka, że widocznie władza i ja żyjemy w dwóch różnych wymiarach. Władza nie ma fizycznie żadnych powiązań rodzinnych czy towarzyskich.

Zejdźmy do konkretów. Dajmy na to, że pan premier Tusk z nikim się nie spotyka, z nikim nie rozmawia. Żyje w próżni mydlanej bańki, którą – jeśli będę miał dobry pomysł – tylko ja będę mógł przebić.

Byłoby zapewne intrygująco, gdyby Nacho przebijał bańkę swoimi genialnymi sugestiami. Tak jednak nie jest. Pan premier ma rodzinę i znajomych – bliższych i dalszych. Podobnie jak dziesiątki innych urzędników wysokiego szczebla. Gdy to zsumować, wyjdzie małe miasteczko. Czy coś z tego wynika? Trudno zauważyć.

O czym oni ze sobą wszyscy rozmawiają? Czy nikt nie mówi, że spotkał się właśnie z jakimś absurdem i łatwo go „tak a tak” wyeliminować? Czy nikt niczego nigdzie nie załatwia? Nie spotyka się z absurdalnymi wymaganiami, z nieskończonymi terminami, z nieuctwem i ignorancją?

Otóż, jeśli mam wskazywać rozwiązania, to znaczy że rząd naprawdę żyje w izolacji. Że nie miał pomysłów i nie przygotował takich zmian, by Polska była krajem do w miarę przyjemnego życia. Aż się boję, co czai się za takim tokiem rozumowania. Bo jeśli tak jest, to może rząd jest nam niepotrzebny?

Nie chcę posunąć się tak daleko, więc teraz szybka rozgrywka. Problem i rozwiązanie. Dwa w jednym.

Sąd Rejonowy w Łodzi. Wydział KRS przy ulicy Pomorskiej. Jakaś sprawa jest rozpatrywana i oto wybitny referent znajduje w piśmie od petenta pieczątkę z podpisem złożonym czarnym długopisem. Referent wciela się w Jamesa Bonda i stwierdza, że pismo jest odbitką ksero albo inną wredną kopią. Uznaje pismo za niedopuszczalne i każe przywieźć kolejne pismo, gdzie podpis będzie na niebiesko.

ZUS w Łodzi. Identycznie. Nie ma co pisać.

W obydwu przypadkach urzędniczek jeden siedzi i rozdziela przywileje. ON WIE, co jest fałszem, co jest prawdą. Domyślacie się zapewne, że w obu przypadkach sprawy są banalne i rutynowe. Ale trwają, bo trwać muszą. Łódzki KRS stosuje bowiem zasadę, że nawet przy komplecie idealnych dokumentów wypada czegoś zażądać dodatkowo. Będzie, że tam się pracuje, że analizują i niczego nie przeoczą. Klienci o tym wiedzą i kombinują tak, by już na starcie czegoś nie załączyć. Sąd jak wygłodniały wilk rzuci się na ten brak, zupełnie pomijając inne poważniejsze problemy. Polska paranoja trwa w najlepsze.

Najważniejsze, by podpis był niebieski, pieczątka w odpowiednim miejscu.

Przecież, kto naprawdę chce oszukać, poradzi sobie z tym bez problemu.

Rozwiązanie dla władz jest proste jak długopis. Wprowadzić przepis, że w dokumentach urzędowych akceptowany jest podpis w dowolnym kolorze. Głupoty to nie zlikwiduje, ale zabierze jeden malutki argument z ręki.

I już słyszę jęki i westchnienia: „Gdybyż to wszystko było takie proste!”

Władze są jednak od tego, by proste było.

Reklamy

2 thoughts on “Magia niebieskiego długopisu

  1. Czarnym długopisom i kompletom idealnie wypełonych dokumentów! Urzędnicy muszą pracować a nie się obijać!

    Nacho,
    Idealnie wypełnione dokumenty w Polsce nie istnieją. Przecież mamy myślących urzędników.

    A tak poważnie, Nacho, nie można tworzyć idiotycznych przepisów. Przecież uchwalanie takich kretyńskich drobnostek przez władze, każdy kraj zamieni w… dom wariatów. Gdzieś musi kończyć się władza, a zaczynać urzędniczy zdrowy rozsądek i dobra wola.

    Pozdrawiam 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.