Ceanot przepiękny


Tak wygląda w naturze. Duży okaz. Zdjęcie wykonane w Bretanii - nad samym morzem... Fot. Nacho

Nie, czegoś takiego jak „ceanot” nie ma. Możecie znaleźć „ceanothe”, „ceanothus”, czy swojskie „prusznik„. Ceanot przyjął się w mojej głowie, bo tak to brzmiało w Bretanii, gdy go zobaczyłem pierwszy raz i uznałem za jeden z najpiękniejszych europejskich krzewów.

Nie jest to gatunek wyjątkowy. Sam krzew uznaje się za dość pospolity, co przecież nie ujmuje mu uroku. Moja obsesja posiadania ceanota doprowadziła do udanej próby wsadzenia wielkiej sadzonki do samolotu. Potem dwukrotnie udało mi się kupić małe odmiany w Polsce. Ceanot jest sporym (w odpowiednich warunkach) krzewem obsypującym się na długi czas tysiącami niebieskich kwiatów. Odcienie są różne. Czasem jest to błękit wpadający w lila, czasem farbkowy niebieski, czasem niemal granat ze złotymi kropeczkami.

Wymyśliłem sobie, że w Bretanii też bywają mrozy, że może się zahartuje. Wszystko na próżno. Nie spotkałem ceanota rosnącego w naszym kraju. Gdy zobaczycie go w sklepie ogrodniczym, spuśćcie głowę i idźcie dalej. Sprawa jest z góry przegrana.

Niektórzy kombinują z piwnicą na zimę, z wnoszeniem i wynoszeniem, ale w naszych warunkach skuteczność tego będzie niewielka. Przecież najpiękniej, gdy jest wielki i zdrowy. Okrywanie też wydaje się karkołomne.

Mój ukochany krzew pozostanie więc tam, gdzie jego miejsce. Może czasem trzeba dojeżdżać, by odżywiać swój zachwyt wciąż i wciąż na nowo.

Advertisements