Maria Konopnicka – nadzwyczaj zwyczajna


Maria Konopnicka

Ze sporym zaskoczeniem przyjąłem, że oto tekst skromnego Nacho o programie Tomasza Lisa zawędrował za ocean i znalazł się jako „List z Polski” w Polonijnej Gazecie Internetowej Meritum (zobacz…). Dzisiaj przeczytałem tam nawet wyjątkowo smaczny komentarz, potwierdzający wszystko co napisałem wcześniej (zapewne bez woli autorki). Widocznie los tak chciał.

Wypadało przejrzeć, co piszą i czytają nasi rodacy w Nowym Jorku. Meritum trudno określić jednoznacznie, ale to dobrze. Widać autorzy jakoś mogą współpracować ze sobą mając kompletnie różne poglądy polityczne. Pocieszenie znajdą więc sympatycy wszystkich naszych ukochanych partii politycznych.

Zainteresował mnie artykuł Janusza Kopcia „Maria Konopnicka na cenzurowanym”. To jeden z takich tekstów, które miło przeczytać, nawet gdy myśli się co innego. A ja myślę.

Janusz Kopeć pisze o Konopnickiej ciekawie, nawiązując do informacji, jakie pojawiły się w polskich mediach w ostatnich latach. Że nie chodzi tylko o Gazetę Wyborczą, potwierdza I część interesującego eseju Joanny Jaskółki (tu, tu, tu…).

Podążając za słowami Janusza Kopcia: nie chciałbym przerywać Marii Konopnickiej jej wiecznego snu. Gdy jednak dowiaduję się o korowodach z dociekaniem, czy pisarka była w związku z inną kobietą, czy nie, myślę sobie, że nadal taplamy się w naszym polskim błotku. Czas najwyższy otrzepać piórka i spojrzeć, jak pięknie jest poza nim.

U nas (w błotku) bohater ma być przykładny niczym wzorzec metra z Sèvres. Najlepiej jak ma żonę /męża (niepotrzebne skreślić), przodków katolików, dzieci śliczne i prawe. Bohater ma walczyć o Polskę, nie opuszczając niedzielnej mszy. Bohater ma wypowiadać się w obronie i ku czci wszystkich wcześniejszych bohaterów.

O bohaterze nie wolno powiedzieć niczego ponadto, co napisano wyżej. Czyli że był przykładny i tak dalej…

Kompletnie tego nie rozumiem. Zawsze wydawało mi się, że kimś godnym naszej pamięci jest ten, kto coś sensownego zrobił.

Maria Konopnicka napisała sporo tkwiących w naszych głowach wierszy. Jest autorką „Roty”. Dlaczego mielibyśmy nie pisać o niej dociekliwie , dlaczego gazety nie powinny upubliczniać faktów spoza encyklopedycznej notki.

To jak już Gazety zasugerowały, że Maria być może romansowała z drugą Marią, to przestajemy z dnia na dzień cenić „Rotę”?

Problem jest dopiero wtedy, kiedy jak pisze pan Kopeć „czujemy się zaambarasowani”. A po co się tak czujemy? Kto nam każe? Cóż jest tak nieakceptowalnego w czyimś życiu, że każe opuszczać wzrok na widok starej fotografii Marii K.? Ja tam patrzę z przyjemnością.

Patrzę z przyjemnością na inną pisarkę, chorującą ponoć wenerycznie. Patrzę z przyjemnością na artystę, który tworzył dzięki solidnej dawce „wzmacniaczy”.

Patrzę na nich wszystkich z szacunkiem, bo widzę w nich ludzi z krwi i kości. Jest mi zupełnie obojętne, czy Maria Konopnicka miała kumpelkę czy kochankę. Ten dylemat powinni rozstrzygnąć historycy i biografowie.

Do historii polskiej literatury Maria K. weszła raz i już nic jej stamtąd nie wygoni. Nie przekreśli też wszystkich innych szlachetnych czynów.

Pan Kopeć nie poczuł się urażony wiedzą na temat licznych romansów Konopnickiej z mężczyznami. Niech tę samą miarkę zastosuje do ewentualnego jednego związku z inną kobietą.

 

 

Reklamy