Japonia nie potrzebowała Godżilli


O wielkim trzęsieniu ziemi w Japonii miałem w zasadzie nie pisać. Co tu bowiem mądrego powiedzieć? Że to straszne? No, straszne. Że bardzo współczuję tym, którzy ucierpieli? Oczywiście, że współczuję.

Pomyślałem, że nie pisząc popełniam jednak jakiś błąd. Mój pierwszy wpis w „Świecie Nacho” dotyczył wstrząsów w Nowej Zelandii. I jak tu teraz pominąć Japonię, gdy tamto wydaje się dziś niemal błahostką. Błahostką z perspektywy następnego miesiąca, bo w Christchurch na pewno jeszcze długo będą leczyć rany.

I tylko na marginesie tych dramatycznych wydarzeń, myślę sobie, że może niedobre jest „wywoływanie wilka z lasu”. Ta japońska fascynacja zniszczeniami. Ileż to filmów z Godżillami, Hedorami i innymi potworami przetoczyło się już przez światowe ekrany. Ileż razy jak zapałki padały wieżowce i mosty. Pod łapą tego czy owego postdinozaura.

Przyroda zrobiła swoje, jak wiele razy w historii. Zrobiła to bez fantazji i bez rekwizytów. Efekt jest równie przerażający…

Advertisements