O kobietach dzień po…


Utytułowani ludzie bronią niszowego, ale ponoć wartościowego pisma „Liberté!”. Mało kto o nim słyszał, więc pewnie dlatego chcą mu obciąć dotacje. Jest list otwarty w tej sprawie i publikuje go Gazeta Wyborcza.

Pod listem 36 podpisów wielce szacownych osób. Osoby szacowne to mężczyźni. Są też 2 szacowne kobiety. Takie kandyzowane wisienki na torcie.

List zajmie mało kogo, choć pewnie nieco spopularyzuje periodyk.

Podpisy zajęły mnie, bo fantastycznie pokazują miejsce pań w polskim życiu publicznym.

Wczoraj jakaś dyskusja popołudniową porą w czołowej stacji informacyjnej. Miejsce kobiet w polityce. Jest relacja z utworzenia kobiecego gabinetu cieni. I te uśmieszki prowadzących, te drobniutkie, a jednak mało finezyjne docinki.

Kobieta w Polsce jest „obiektem” niepoważnym. Pojawia się jako dodatek do garnituru, wtedy, kiedy tym noszącym garnitur wydaje się to ostatecznie niezbędne. Kobieta ma urozmaicać debatę publiczną, dodawać jej wdzięku i kolorytu.

Kobieta ma udowadniać, że mężczyzna jest tolerancyjny i otwarty na cały, wielki świat zjawisk niezwykłych.

Polska kobieta XXI wieku nadal nie jest partnerem i poważnie traktowanym adwersarzem.

Są naturalnie wyjątki, ale – jak wszyscy wiemy- żyjemy w kraju cudów, więc coś odstającego od reguł tego świata może się zdarzyć.

Nikt nie zastanawia się dziś na poważnie , czy nie jest jednak tak, że to właśnie kobiety są dziś największymi osobowościami nudnej, narcystycznej i zacietrzewionej klasy politycznej. Na poważnie nikt nie przelicza, jak istotne są różne codziennie upubliczniane zarzuty wobec rządzących masowo mężczyzn i jak często mamy ich wszystkich serdecznie dosyć. I jak rzadko dotyczy to pań (z poprawką dotyczącą ich procentowego udziału w przeróżnych gremiach).

Nikt nie czyni porównań i nie wspiera tu kobiet na poważnie, bo na poważnie nie mają tu szans.

Nie robi tego nawet większość samych kobiet, no bo jak przyjdzie co do czego to przecież mężczyzna jest bardziej godny zaufania, choćby pijak i awanturnik.

W Polsce o rasizmie, ksenofobii i dyskryminacji mówi się w odniesieniu do Arabów, Żydów, gejów.

Panowie, nie trzeba szukać tak daleko!

PS. O żadnym z poruszonych tu zjawisk nie mówi pani Radziszewska, bo z reguły nie mówi w ogóle o sprawach istotnych. Polskim paradoksem jest fakt, ze ona też jest kobietą.

Reklamy