Twarze potępionych


ilustr. Tomek Nacho (wykorzyst. zdj. ze strony chisoxblog.mlblogs.com)

ilustr. Tomek Nacho (wykorzyst. zdj. ze strony chisoxblog.mlblogs.com)

 

Od wielu dni pokazuje mi się twarze potępieńców: jest twarz księdza G., jest twarz innego księdza. Jest jego dom, jego miejscowość. Ksiądz G. jest podejrzany o pedofilię – czyn naganny społecznie i moralnie. Karalny.

Ksiądz G. jest na wolności, bo jeszcze zarzutów mu nie postawiono, a o ewentualnym wyroku możemy myśleć w nieprzewidywalnej perspektywie.

Człowiek, który zajeżdża rowerzyście drogę, łamie przepisy, być może zagraża zdrowiu i życiu rowerzysty, używa słów rynsztokowych i obraża rowerzystę, twarz ma zamazaną, a rejestracja jego samochodu nie pozwala nawet rozpoznać miasta, z którego pochodzi.

Mniejsze zło? Wyczyn godny uszanowania?

Widzieliście kiedyś twarz kierowcy zatrzymanego, gdy prowadził pod wpływem alkoholu? Twarz kierowcy TIR-a jadącego pod prąd, na wprost samochodu osobowego? Rejestracje ich samochodów?

Nic nie widzieliście, bo nie zdążyli nikogo zabić?

Bo przepisy mówią tak, a nie inaczej?

Bo chodzi o dobro dziecka?

A co TIR-y dzieci omijają?

Nie widzieliście, bo mało kto przy tych twarzach obśliniłby się z satysfakcji i żądzy zemsty. Przy księdzu G. tłumy ślinią się obficie. Niech więc patrzą…

Warszawski kosmos


fot. ze strony cocina.facilisimo.com

fot. ze strony cocina.facilisimo.com

Bywając ostatnio tu i ówdzie, przemierzając europejskie (i nie tylko) lotniska, zauważam wyjątkowość warszawskiego Okęcia… O, pardon: lotniska im. Fryderyka Chopina…;) Myślę, że jest to teraz najbardziej kosmiczny port lotniczy świata, a fakt ten stanowi przygrywkę do zakupu promów kosmicznych przez poczciwe linie lotnicze LOT…

Międzygalaktyczne aspiracje mają na razie odzwierciedlenie w cenach napojów i przekąsek oferowanych przez gastronomię Okęcia.

Konkurencja tu taka, że wszędzie ceny są identyczne. Kupując ciastko, przygotuj się na 16,90 (podaję z pamięci). Ciastko warte maksimum 3 złote osiąga więc ponad pięciokrotne przebicie, co z kosmosem ma już wiele wspólnego.

Ziemianie wymyślili to tak: żeby ceny w portach lotniczych nie szalały, trzeba wpuścić McDonaldsy, Burger Kingi i inne takie. Gdzieniegdzie podziemia zapełniają się nawet regałami tanich supermarketów.

Okęcie z Ziemią nie chce mieć nic wspólnego, więc za kawę zapłacimy kosmicznie, siadając na chybotliwym plastikowym stołku (opcja na pufie i kanapie kosztuje zresztą identycznie).

Komu się nie podoba, może wylecieć z Łodzi i posilić taniej. Problem tylko taki, że wylecieć z mojego miasta niemal nie ma dokąd…

Krótkie spojrzenie


©Tomek Nacho

©Tomek Nacho

Po prostu tu zajrzałem. Tak, jak do czyjegoś bloga… Dziwne uczucie… Pobyt na Google+ zastąpił blogowanie, bo czasu jest na tyle właśnie, by dzielić się krótką informacją, zdjęciem, komentarzem…

Poza tym, przestałem się emocjonować polityką. Słyszę i widzę, co się dzieje, ale przecież jest mnóstwo bardziej zajmujących rzeczy.

Gdy emocje wrócą, może wrócę i ja…

Kochające matki, czuli ojcowie


aus

Któż to, któż to… taki sympatyczny i rozbawiony na tym zdjęciu? Aaaa, to nasi wspaniali i czuli sąsiedzi opiekujący się dziećmi i dorosłymi na obozie w Auschwitz. Chwilowo zorganizowali sobie wyjazd integracyjny nad oddaloną 20 kilometrów Sołę… Przyjemnie chyba w tak fajnym towarzystwie…

Kiedyś napisałem, że przypadki znęcania się matek i ojców nad dziećmi są chyba statystycznie zupełnie w normie, a Polska nie jest w tym względzie piekielnym skansenem…

Teraz zacząłem wątpić we własne słowa…

Agresja i nienawiść, którą z lubością pielęgnujemy w narodzie, musi przecież rykoszetem uderzać we wszystkich. Czemu więc nie w dzieci…

To może niech władze, nauczyciele, rodzice, księża i siostry zaczną bić się w swoje mniej lub bardziej wypukłe piersi… Bo pokoleniowo utracili kontrolę nad nauką grzeczności i kultury, miłości i współczucia dla innych. To nie jest co prawda Rosja, ale bardzo nam do niej blisko.

Blisko nam także do tych ze zdjęcia… Oni też byli śliczni, a i nawet swoimi rodzinami opiekowali się wyśmienicie. To taka normalna dziewczyna była… Taki fajny chłopak… Taka fajna para, która podawała synkowi sól zamiast jedzenia… I biła…

Na zdjęciu też na pewno wyglądali znakomicie…

Coś wierci się w brzuchu…


Czy gdyby w moim pokaźnym brzuchu zalęgła się żywa istotka, będziecie się tym emocjonować przez następne miesiące? A jeśli w końcu coś urodzę? A jeśli to tylko niestrawność?

Ps. Przypominam, że jestem facetem, więc to dodatkowy argument za wyjątkowością mojego brzucha.

Rytuał czy bestialstwo?


Co to za rytuał? (fot. Tomek Nacho)

Co to za rytuał? (fot. Tomek Nacho)

Oblizując się z apetytem lub nie, zjadamy w Polsce tysiące ton mięsa. Mięso nie jest efektem ludzkiej wynalazczości, a odrąbanym tasakiem fragmentem zwierzęcia, które chodzi, stoi, ryczy i czuje… Rozwój cywilizacji, wprowadzenie określonych zasad postępowania ze zwierzętami, jest sukcesem.

Jeść musimy, ale człowieczeństwo wymaga, byśmy – na ile to możliwe – ograniczyli cierpienie zwierząt, gdy je zbijamy dla wypełnienia naszych żołądków. Z pewnością wiele jest tu jeszcze do zrobienia, ale uznajmy, że mamy tu swoje tradycje, zwyczaje i swoje reguły.

W kulturze europejskiej niekoniecznie trzeba zwierzę męczyć przed śmiercią. Jeśli inne kultury mają inne zwyczaje i hołdują innym tradycjom, niech to robią na swoim podwórku. Ubój rytualny jest krzywdą niepotrzebną.

Rytuały trzeba zmieniać. Trzeba znieść obrzezanie kobiet w kilku krajach, trzeba walczyć z wybijaniem fok czy wielorybów. Trzeba to robić tak, jak wcześniej, gdy ograniczyliśmy – jako cywilizacja – handel np. kością słoniową.

Obojętne jak ważkie są historyczne, polityczne czy religijne powody, by rytuał utrzymywać, kierujmy się rozsądkiem i dobrem „słabszych braci”. Taki jest nasz kierunek. Przynajmniej powinien być.

ICH ZA MAŁO złe matki i ZA MAŁO źli ojcowie


Nasze matki, nasi ojcowie - główni bohaterowie (fot.  © ORF/ZDF/David Slama)

Cierpiętnicze prawo do oceniania II wojny światowej mają tylko Polacy, Żydzi i Rosjanie. Kto przeciw nim, tego rozstrzelać… No może, żeby było elegancko – postawić przed sądem…

Telewizyjny serial produkcji niemieckiej „Nasze matki, nasi ojcowie” już trafił do prokuratury, a wiadro pomyj wylały nań tabuny publicystów na wschód od Odry i tych rezydujących w Jerozolimie. Wszyscy zostali dotknięci do żywego, bo nie ma to jak kisić publicznie swoją martyrologię po wsze czasy…

Obejrzałem wszystkie trzy części już po fali dyskusji nad filmem. Trzy wieczory pod rząd…

TO BYĆ MOŻE NAJLEPSZY TELEWIZYJNY SERIAL WOJENNY, JAKI WIDZIAŁEM.

Teraz puśćcie na mnie i na niemieckich producentów swoje bojówki i przykładnie powieście na rynku…

Sami wróćcie do swoich stirlitzów, pancernych i klossów.

Taki serial może być dla Niemców powodem do dumy. Ta kinematografia rzadko dawała nam coś ponad standardową dydaktykę, a do okresu nazizmu podchodziła zbyt ostrożnie. Film pokazuje, że ze świadomością znaczenia faszyzmu nie jest nad Łabą i Renem źle.

Nasza kawalkada oskarżeń zakłada chyba, że Niemcy powinni teraz o wojnie powiedzieć wszystko. Najlepiej poprzez 100-godzinny serial dokumentalny…

Tymczasem oglądamy dobrze zrealizowany, dobrze zagrany serial o 5 osobach, na których młodość nałożyły się czarne czasy hitleryzmu. Tylko tyle…

To nie jest film o czarno – białych charakterach. Jeśli bowiem przyjąć tezę, że wszyscy Niemcy byli wówczas „czarnymi”, to jak mielibyśmy żyć koło nich po wojnie. W filmie (jak w żadnym innym) widać jak zło wkrada się do umysłów przeciętnego Niemca, jak czyni tam spustoszenia – raz większe, raz mniejsze… Naprawdę małej wyobraźni trzeba, by sądzić, że tylko Niemcy byli na to podatni…

Każdy ponosi za to karę – niekoniecznie adekwatną do czynów. To też dodaje obrazowi goryczy…

TO FILM NIEMIECKI I O NIEMCACH…

To nie jest film o holocauście, to nie jest film o Armii Krajowej, to nie jest film o Rosji czy Polsce. Wątki poboczne są wyraźnie nakreślone, ale pozostają – mimo wszystko – drugoplanowe. Aktorzy grają po polsku (czy rosyjsku) używając nieco koślawego języka, ale daje się to zaakceptować.

Śmieszny zarzut, że Polacy są w filmie brzydcy (w kontraście do ślicznych Niemców!) wynika chyba z jakiejś paranoi.

Jasno pokazany antysemityzm partyzantów z Armii Krajowej trzyma się w cuglach – w końcu nasi żołnierze kpią, nie pomagają, ale też nie dokonują zbrodni na Żydach. Czy taka sytuacja jest wykluczona? Czy reżyser nie miał prawa do takiego spojrzenia? Nie miał, bo jest Niemcem?

Film nie rozgrzesza ojców i matek – zbrodnią brudzą się wszyscy bohaterowie. Muszą zginąć lub jakoś z tego wyjść, bo wojna się kończy…

Serial uświadamia przede wszystkim, że mordowali LUDZIE, a nie abstrakcyjni hitlerowcy. Odpowiada też na pytanie „dlaczego ?”. Choćby z tego powodu trzeba go obejrzeć koniecznie…